Powinności i oczekiwania

Od dzieciństwa uczą nas, że trzeba być grzecznym, wdzięcznym, pomocnym, odpowiedzialnym. W dorosłym życiu te słowa przybierają nowe formy: „powinnam lepiej rozumieć partnera”, „powinienem więcej zarabiać”, „dzieci powinny mnie doceniać”. W tle pojawia się subtelna, lecz potężna emocja czyli oczekiwanie. Oczekiwanie, że świat, ludzie i życie zachowają się tak, jakby znali nasz wewnętrzny scenariusz.

Z psychologicznego punktu widzenia „powinność” to nic innego jak głos, który często nie należy do nas. To echo rodziców, nauczycieli, społeczeństwa, które wdrukowało w nas pewien wzorzec „dobrego człowieka”. A „oczekiwanie”? To cicha umowa, którą zawieramy z innymi, nie informując ich o jej treści. Potem czujemy się zawiedzeni, zranieni, a nawet zdradzeni, choć druga strona nigdy nie wiedziała, że miała coś spełnić.

Albert Ellis, twórca terapii racjonalno-emotywnej, nazwał ten mechanizm „tyranią powinności”. Według niego to właśnie nasze „muszę” i „powinnam” wywołują najwięcej emocjonalnych cierpień. Nie boli nas to, co się wydarza, lecz to, że dzieje się inaczej, niż sobie wyobrażaliśmy. Nie rani nas brak wdzięczności, lecz przekonanie, że wdzięczność „nam się należy”.

W pracy z ludźmi widzę to nieustannie. Rodzice, którzy dali dzieciom wszystko, a czują, że dostali zbyt mało w zamian. Partnerzy, którzy robią wiele z nadzieją, że druga strona się domyśli. Dorośli, którzy wciąż próbują sprostać oczekiwaniom swoich własnych rodziców, nawet mając czterdzieści czy pięćdziesiąt lat. I młodzi, którzy dopiero uczą się oddzielać to, czego naprawdę chcą, od tego, czego „powinni” chcieć.

Nie ma w tym winy. Jest tylko ludzkie pragnienie, by zostać zauważonym, zrozumianym i docenionym. Oczekiwania rodzą się z potrzeby bliskości. Problem zaczyna się wtedy, gdy zamiast prosić, zaczynamy wymagać. Gdy zapominamy, że druga osoba nie zna naszego wewnętrznego dialogu, a życie nie jest scenariuszem, który ktoś ma obowiązek odgrywać według naszych wyobrażeń.

Czy zatem powinniśmy przestać oczekiwać czegokolwiek? Nie. Oczekiwania są naturalne. To część ludzkiej nadziei i potrzeby porządku. Ale są zdrowe tylko wtedy, gdy potrafimy je rozluźnić. Kiedy zamiast „musisz” pojawia się „chciałbym”. Kiedy zamiast „należy mi się” mówimy „będzie mi miło”. Wtedy pozostajemy w kontakcie z drugim człowiekiem, a nie z własnym rozczarowaniem.

Viktor Frankl, autor książki „Człowiek w poszukiwaniu sensu”, pisał, że im bardziej człowiek koncentruje się na tym, czego oczekuje od życia, tym mniej potrafi dostrzec, czego życie oczekuje od niego. To jedno zdanie potrafi zmienić całe myślenie o relacjach. Bo może właśnie o to chodzi, by nie tyle oczekiwać, ile być gotowym dawać. By nie tyle sprawdzać, czy inni spełniają nasze wyobrażenia, ile nauczyć się być obecnym w tym, co realne, nieidealne, prawdziwe.

Czasem spotykam kobiety, które mówią z rozżaleniem: „oczekiwałam, że on zrozumie, że jestem zmęczona”. Albo mężczyzn, którzy przyznają: „liczyłem, że ona będzie bardziej wdzięczna”. To nie słabość. To zwykła, ludzka potrzeba uznania. Ale uznanie nie pojawia się na żądanie. Wdzięczność nie rodzi się z obowiązku. Jeśli ma być prawdziwa, musi być wolna.

Może więc dojrzałość polega na tym, by coraz mniej oczekiwać, a coraz bardziej zauważać. Na tym, by pozwolić ludziom być sobą, nawet jeśli nie spełniają naszego wyobrażenia o tym, jacy „powinni” być. Na tym, by dawać z intencją, nie z nadzieją na rewanż emocjonalny.

Powinności i oczekiwania nie znikną. Ale możemy się z nimi obchodzić łagodniej. Zamiast tworzyć listy powinności, możemy tworzyć przestrzeń do spotkania. Zamiast wypatrywać tego, co nam się należy, możemy zobaczyć to, co już jest. A wtedy wdzięczność przychodzi sama, bez przymusu, bez kalkulacji, z miejsca, gdzie kończy się oczekiwanie, a zaczyna prawdziwe spotkanie.

Sama się tego uczyłam latami, mniej oczekiwać więcej doceniać. Doceniam kwiatek na powitanie, doceniam wspólny czas na kawę, doceniam przytulenie mimochodem, doceniam sms z pytaniem „co u Ciebie”?

Coraz częściej zamiast czekać, że ktoś się domyśli mówię wprost o co mi chodzi. Czy bywam zrozumiana? Nie oczekuję cudów , ale staram się codziennie być coraz lepszą wersją SIEBIE. Niech ta wiedza z książek i badań przekłada się nie tylko na moje wykłady, ale też na moją rzeczywistość.

Koszyk